0009-4247-d5_b_sml_120

Entropia

Autor:  Piotr Jankowski
Gatunek: Poezja
Wydawca: Wydawnictwo "Z bliska" Biblioteki Publicznej w Gołdapi
Data wydania: 2013
Data dodania:  03 lutego 2014, 20:16:18
ISBN: 978-83-936036-5-7

Krótki opis:

wiersze z lat 1997-2013. Projekt okładki: Jerzy Tomala

Fragment:

W tamtym pokoju

 

Chwilowo czuję się lepiej, dopóki nie przejdę

przez mętną rzekę, którą to miasto przesiąkło.

Bo wiesz. Pytam już po raz wtóry:

co znaczy akademicki klasycyzm? Wąchanie

książek? Kieliszek i koledzy? –

 

To nic szczególnego:

zaledwie mały elementarz życia.

Odpryski informacji. Codzienne rytuały

przechodzenia przez te same miejsca.

Ulica Furmańska. Spokój albo niepokój.

 

(Która godzina jest na tyle dobra,

aby móc przyglądać się jej, jak przemija?)

Najwyraźniej, bez pośpiesznego oddechu.

Jak gawrony porządkujące rewiry trawnika.

Jak moje zapiski, mimochodem, w tamtym pokoju:

 

Grolsch przymykający oczy na wszystko,

co się dzieje. Liczy się tylko z kością, rachuje

wszelkie uszczerbki na jej ciele. Iza i Agnieszka,

mimo ziejącego mrozu ze szczelin w oknie, śpią;

dosypiają to, co utracone. Ja nie śpię, słucham.

 

Błądzę w piosenkach tego szaleńca Pounda.

Czuwam w jego własnym języku ognia,

gubiąc się, poszukując: jak przejść przez rzekę

i z konieczności umieścić się w zmiętym

spokoju pomiędzy czarną książką „Personae”

 

a tobą? –

 

 

Slow motion

 

Niespodziewanie

nieodnalezione punkty w tym zakątku na pomoście.

Na deskach, które odrestaurowano.

Obok, tu w wodzie, opadają poruszone.

I kiedy mrużysz oczy, na powiekach

pulsują krople słońc nakładające się

na widok zwolnionych ptaków.

Zastygły chmury; zbliża się ciemny kamień,

do krtani.

 

 

 

Humanistyczna biel kontra własne omamy,

zapiski, dzienniki

 

Za dużo bieli na tym płótnie.

No bo chodzi o to, żeby dać z siebie wszystko

(wszystko?). To, co jest w człowieku. Tam się gnieździ,

umacnia, obrasta. Co wytrącone z garści piachu.

Na przykład wiosenne łakomstwo szczegółu, iluzji:

jeszcze młoda jaszczurka pomiędzy matowymi kamieniami,

trawą, stopami, zeschniętą glebą i twoim pomrukiem.

 

Chyba że wolisz inaczej: czarne krążowniki to

chmury. Alergiczne bestialstwo czyha

na podwórzu, na każdym rogu, przejściu i parkingu.

Barykady wiatru. Ściany osłaniają inne życie.

Cały dom to zresztą obszar wyjątkowych zeznań.

Wieczorny posiłek dopiero co zaczęty. Wiele niedomówień.

Poucinane końcówki taśmy. Chwilowe ugody, kompromisy,

bo tylko rozumienie obrzędu tutaj się liczy?

 

(Zdecydowanie za dużo bieli na tym papierze).

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się