Mama, dziewczyna i lala

Autor: Piotr Jankowski, Gatunek: Proza, Dodano: 27 lutego 2014, 20:02:59

          Żeby już z siebie ciebie odłożyć na misę, na masę, i żeby wreszcie wyłożyć w to pomoroczne. Z tego morowego w pominięte, w minięte już, w to czego nie ma, gdy nie widać śladów, tropów, żadnych rys. Ale żeby się ziściło, w końcu urealniło, trzeba czasu, tudzież mnóstwa czasów. Czasu małej tęsknoty, czasu krótkiej rozpaczy, czasu dużej i długiej nienawiści, czasu słońca i czasu deszczu, i tego czasu na niewielką skalę rozdrapywanych ran, czasu wypróżnienia, i czasu tuż-tuż próby generalnej, aż wreszcie, aby umilkło, żeby zaprzestało, zniknęło, wygasło, CZASU ZAPOMNIANEGO!!

          Czasem granice są zamazane, przestrzenie w pierwszej chwili nierozpoznane, niebo zakryte chmurami, kontynenty wpierw razem, dalej rozproszone; ostatecznie jeden olbrzymi ocean. A wówczas wczasy/...

 

         Bo mi się trochę tęskni. Gdybym nie ja, gdyby inna skóra, może w innym ciele, może inne myśli i odczucia też inne, inna-ja, wtedy może; nie, wtedy NA PEWNO przeszłoby bez większych resentymentów.                                                                                                                   Ale i to minie. Z czasem. Trzeba to wprost i szybciutko przepracować, inaczej w sobie przemilczeć. Zająć się, podjąć się. Pochować. (Przecież już pochowane na wieki). Włączyć na duży luz; wyluzować. Więzi obluzować. Wywiązać się z obowiązków prędko nałożonych, i jeśli nieważkich, to je wzmóc. Skojarzenia rozkojarzyć. Dla przykładu taki miły, prosty widok z balkonu: mocne światło w czerwcu, plac trawy, w centrum którego osiadło pojedyncze drzewo, jeszcze nie dosyć wyrośnięte, ale nocą niepewnie pnie się, wspina powolutku; z trzech stron młodego grabu mocno ludzkie: garaże, blok czteropiętrowy, w dali tak nieodległej pastelowe budownictwo, nowe, wschodnia droga z parkingiem; tylko czwarta strona wolna: z uporządkowanego trawnika uwalniają się naturalne: zarośla, krzaki wierzbowe, pokurczone, głogi pokrętne, ujemiołowione, pustopróchne buki, gdzieniegdzie oddeptane ściegi ścieżek, i ta jedna, jak bardzo wciąż usypywana wieczorem całunkami, zatem i tu też się wkradamy (jednak); dalej znowu jacyś prości, mili (?) ludzie: przejazd kolejowy, za nim w letnim słońcu las matowieje, niedzielą całorodzinne spacery: mama, tata, córeczka, synek w wózku, żwawy dog (jak teraz), sąsiedzi na dziś uśmiechnięci, odwzajemniają wszelkie: „dzień dobry”, „piękny dzień dziś mamy”, „to może o siódmej na kawę do nas?”; miło, mi mdło, mi nadal trochę jakby pochmurnie, mimo że na górze szczyci się słońce, odwracam się, wracam przed telewizor, na parapecie słoik niebieskich wspomnień.

 

          A NIECH TO SZLAG! Po co tyle alkoholu?! (i, czy tylko?), pokręcony taksówkarz, powrót i wywrót o coś na podłodze, nie wiem co, zapalam światło, JEZU! DZIECKO!!, nie mogę złapać oddechu przez łzy, przez strach, strach (!) wstrzymuje mi oddech, łapię powietrze szybkimi garściami, płytko, zbyt płytko, dławię się, zbiera mi się na wymioty, rzygam, BOŻE! NIE WIEM CO ROBIĆ?! CO, KURWA, JEST!? CO SIĘ DZIEJE?!?, trzęsę się, trzęsie mną piekło, smarkam wymiocinami w pomiętą chustkę, GDZIE TO DZIECKO?!, znowu mi się zbiera, wydalam jakieś robactwo, pełza wszędzie, syki, mój wstrzymywany wrzask, bezdech, (MATKO! MATKO! JEZU!!!....), coraz słabiej, upadam, pusto-ciemno, mdleję.

          Ciężkie budzenie. (Jaki chłód? ziąb?) W pokoju karnisz zerwany burzą, wiatrem. Na podłodze kostki, grudy tynku, kałuża, w kałuży firanka, zasłony; trzecia w nocy, zmęczona, wzrastają szumy, fale w głowie przepływają, cisza na zewnątrz, wewnątrz HUK, uderzenia bólu, gorąca, w przedpokoju smród wcześniejszego, wymioty jeszcze raz odpuszczam, CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE?, szybko do łazienki, tam ciąg dalszy w kibel, chyba tak z kwadrans, może więcej, mniej; przemywam twarz, w lustrze wyblakłe zdjęcie-mnie, ledwie poruszam powiekami, wywracają mi się obrazy, udaje się złapać w piersi głęboki oddech, twarz obwiązuję świeżym ręcznikiem, nie czuć, zbieram papierem toaletowym te brudy, wciąż ciężko, CIĘŻKO, zmywam podłogę (CO ZA NOC?!), kładę się spać w drugim pokoju. Płaczę przez sen.

 

          Głód. Chłód. Nie nachodzi żaden sen na powieki. Od teraz na wieki nienawidzę cię! Ciebie za to, żeś mnie wypiła, wydoiła ze mnie życie, wpajała choroby na umyśle, wbiła ból! Przecież nie byłam żadną tam smyczą, suką, kurwą, którą by można upodlić! Tak jak wtedy. Wróciłam z dwumiesięcznych wakacji, niby porządek w domu, ale w głowie zamieć. I zaćmienie. Tyle się wydarzyło, że trudno było powrócić. W każdym calu siebie. Serdecznie chciałam to zakończyć, nie pozwoliłaś – i gnoiłaś. Za wszystko. Za stracone sensy (nonsensy), za biedę, za nieudane seksy, za dwa miesiące rozłąki, za mnie zmienioną, za ciebie ciągle-bez-perspektyw, za to, że ja bez środka, ty z cierpieniem wiecznym (wietrznym, nareszcie zwietrzałym?). W ciemni tej, tej czerni, czarni się, cierni obraz naszego życia. W rozsypaniu. W rozpasaniu jestem już daleko od ciebie – po tamtej stronie marzeń. Tamten świat nie może powrócić tu, jako że tu jest nader inne; ta obca, nieobjęta (i niepojęta) tobie przestrzeń, JA....

          „(Daj boże nieboże! Matulu jasna!) Co to jest to? To co? Te moje przywidzenia. Jaki tunel czasu muszę przejść do innego czasu, aby ciebie nie było wcale w tych zapisach? Żeby każdy dźwięk mojej mowy, wszelkie słowo wypowiedziane, lub uwiązane w gardle, zdania naprędce uciułane, były odCIĘnione, oddane – i żadnej ciebie w nich. We mnie. A jednak jesteś. (A jeszcze). _____________________________________ Która wypominasz przeszłość, odejdź! Która na siłę mnie bierzesz, wyjdź ze mnie! I wsuwasz rozpalone paluchy, wysuń się! Której nie dosyć poniżenia, jakie mi zawdzięczasz, precz! Która każdy mój krok lustrujesz błędne wnioski podając światu, której nigdy dosyć i nigdy za późno, by mnie przywłaszczyć, która jesteś, a której być nie powinno, która mnie co dzień i co noc jak zły sen nachodzisz, która niszczysz, obracasz w popiół, zarazem w swoim obrachunku z piasku pamięci chcesz odtworzyć, której czarne zdaje się białe, której oddech morowy będąc tu i teraz, o której nie chcę dłużej mówić-pisać-pamiętać, co się nie udaje, która się zadomowiłaś za bardzo, aby beze mnie żyć (?), której prośby są głuche, a intencje nie będą wysłuchane, opuść mnie!! Na amen!! Która dorzuca oliwy do ognia, ochłoń! Otchłań niech cię pochłonie, kurwo zjebana, zjechana cipo! Która jak pies przy nodze, odszczekaj wszystko! Jako to oko trzecie odłupane moim pazurem! Ty mara-topielec, niech głęboka gardziel piekła cię pogrąży! Na zawsze!! Przy której białe zdaje się czarne, opuść mnie! Idź precz! PRECZ!! (Daj mi boże nieboże! Matulu dobra! Jest przecież ten jeden, ten, ten co nad nami wszystkimi, który leczy wszystkie rany, mnie nie chce wygoić. Mama mnie naprawdę kocha, ojca nie znałam. Tylko ona tak wierzy, że głowa może od tego rozboleć, i że nie zasłużyła sobie na taką karę. Na mnie. Na mnie??)

(dyrdyrdyrdyrdyrddyrdurnidyrtydrniejajdyrdyretkoredyrdyrdydrdyrdyrdyr (jakie ładne szlaczki mi się same piszą tu) dyrdyrdyr dyrektorze doktorze niebieszczyj nie szczyj na moje tu życie niebieski panie błękitna królowo nie psujcie mi snów misiów moich nie zabierajcie dyrdyryrdydyrdyryrdydytyty panienko świętości boskie kości śniętych ryb jak moje anile aniele boże stój ty!! Jako na ziemi ja żmija ja jako moja ziemia zimna i nieurodzajna dyrektorze niebieski nanananaananaa doktorze ten płód to ona doktorze wsuń nożyce i ją kurwa mać wytnij!!!!!!!! Zabierz tego czarta robaka wijącego we mnie swoje pchle psie ptasie gniazdo! Gwiazdo moja chroń mnie o!!!!!!!!!!!!!!!!______________--________------- -taki sen? jawa?/ rzeczywiście oczywiście/ o czym to ja chciała? Czym mnie żywi? żywicie? żywicą?? Żywą trucizną??/ trudy trutki dyrdyryrdydyrdy/ ”””o” jakie to błogie! Tak w końcu móc samą być” o jakie to pikne” pęknie ona wreszcie? nie? CZEMU NIE?? Ja bym tak chciała’’ plizzzzzz..../ pizdo! ty!!/ ja przecież nie! Boże ty mój nie boże!!!! Czy to co mówiłam do tej pory jest kłamstwem?/ jest/ czy to normalne? Normalne przecież chyba nie jest? Ale czemu? Czemu mnie wszędzie znajduje, tak węszy/ a pamiętacie tę bajkę. Przyszedł kotek do kotka zobaczył wróbelka zajączki się śmiały a pan bóg się przeżegnał/ ??co ja tu chciałam? a’aaa’ być może ona istnieje ale istnieje nie na tym świecie/ pożal się boże nade mną..!!!!/ nic cię nie powstrzyma?/ nic/ wyjdziesz w końcu i się pokażesz?/ kiedyś/ kiedy?/ .../ o’ chyba nie ma?/ ......./ o’ jak’ błogo’ jak’ czysto’ nareszcie’ pusto’’/ nigdy nie odejdę i musisz/ nie’ tylko’ nie’ to’ muszę uciec uciec w coś/ nie uciekniesz/ od kogo?/ od siebie/ Jezu nie! Ja chyba oszaleję!!!..!!?/ no i chodzę i szukam widzących bogów potem okazało się że w piekle jest lepiej// ojcze nasz nie nasz któryś w niebie i na ziemi i w głowie wybacz bacz mnie na baczność stań i chroń moje słabe życie jako na ziemi i w niebie we mnie bądź posłuszna i odejdź ze mnie! No bo niekiedy?/ wszystko niekiedy)))))))              )..)))”.

          „Cześć, moja cizio”. „NIEcześć. Po co dzwonisz?!” „Mogłabyś czasem trochę zluzować”. „Po co?” „Żeby dobrze się gadało”. „To NIE ma sensu”. „Ta znowu swoje”. „Kurwa, czy ty nic NIE rozumiesz?!” „Że niby co?” „Że to co było, już NIE będzie”. „Dlaczego?” „Jezu, tyle razy ci mówiłam”. „Co mianowicie?” „Że wszystko skończone i żebyś dała mi w końcu spokój”. „A ja? Ja się zupełnie NIE liczę?!” „A jak to sobie wyobrażasz? Że niby co? Że będzie tak jak kiedyś?!” „NIE”. „No właśnie”. „Ale...” „Ale co?” „Ale może być inaczej”. „Jest już. NIE jesteśmy razem, rozumiesz?!” „NIE o to mi chodzi. Chciałabym byśmy jednak spróbowały od nowa”. „Ty śnisz?!” „Może”. „Ale ja NIE. Koniec i kropka”. „A może jednak?” „Przestań. To NIE ma żadnych szans. Jezu, co ja mówię?! NIE ma o czym gadać. Daj mi wreszcie odetchnąć”. „Przeszkadzam?” „Tak”. „Prze-pra-szam, ale NIE mogę się pozbierać!” „Ja też NIE!” „No widzisz, może jednak?” „NIE”. „Słuchaj, a może jednak byśmy się spotkały i pogadały? Co o tym myślisz?” „Nic NIE myślę”. „NIE wierzę”. „NIE musisz, ale taka jest prawda”. „Ale mam prawo czuć, co czuję”. „Masz. Ja też mam prawo do swoich uczuć”. „To może byśmy jednak się spotkały i porozmawiały spokojnie”. „NIE mam czasu”. „Spróbuj, proszę”. „NIE chce mi się”. „Proszę”. „Kurde, ale jesteś namolna; weź się w końcu odczep! Czy ty niczego NIE rozumiesz?!” „Rozumiem. Ale może?” „Po raz setny powtarzam: NIE”. „Misiu, proszę”. „Przestań mnie tak nazywać! Mało ci jeszcze?!” „Czego?” „Tego że mam cię już dosyć, rozumiesz?!” „A co ja ci takiego zrobiłam? To ty chciałaś wszystko skończyć”. „Ale ty tego NIE mogłaś pojąć”. „I nadal NIE pojmuję”. „No właśnie w tym problem. Bo jeśli czujesz to co czujesz, to powinnaś zrozumieć. A ty wciąż swoje i swoje. NIE widzisz, co jest?!” „Bo gdybyś NIE wyjeżdżała, byłoby wszystko w porządku”. „Wcześniej też już się psuło”. „Jakoś tego NIE widziałam. Było wszystko dobrze”. „Wcale bo NIE”. „NIE rozumiesz, że NIE daję sobie rady bez ciebie”. „NIE przesadzaj i kończ już wreszcie”. „Proszę, jeszcze trochę”. „Odkładam słuchawkę”. „Poczekaj, pozwó”...........................  bum cyk cyk tralala mama dziewczyna i lala>> potrzebuję cię? NIE. Słyszę cię choćby w głowie? NIE. W lustrach prócz mnie jeszcze inna? NIE. Grzechy? NIE. Grzeczna też? NIE. Samotna? NIE. Może sama? NIE. Zatem już cała zdrowa? NIE.                                                                                    Nigdy.

 

          A może by tak gdzieś sobie wyjechać, na przykład nad morze. Fajnie by mogło być, tylko nie sama, rzecz jasna, może z gośką, ona ma chyba ciotkę na helu. Obie, same, niezła jazda, piwo, imprezy, słońce, plaża, może jakieś fajne dziewczyny, ale nawet jeśli nie, to i tak mogłabym trochę odpocząć, uspokoić się, tak jak zalecali lekarze. No to jest jakiś pomysł, muszę do niej jak najszybciej zadzwonić, o ile jeszcze z pawłem gdzieś nie pojechali razem, sprawdzę tylko numer jej telefonu i dzwonię, „cześć, Gosia”...

 

i

 

          ...„Ale leje”. „No”... „Gośka?” „Co?” „Mogę ci zadać bardzo osobiste pytanie?” „Wal śmiało”. „Ale nie obrazisz się?” „Przecież mnie dobrze znasz”. „Dlaczego u was zawsze się dobrze układa?” :::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::..:::::::::::::..........  . ... .   ::::::::: ::::::::: ::::::: :: ...............::...::::::..........  ........:::.::.:.......................:::::::: ::::::::::::::::::::  :::: ....:::::::::::.....:::::::...................:::::::::::::.::::::.....................:::::::.................:::.............  ...................::::::::::::::::::::::::::............. ................................  .  ............... ...::............         ............        ......... ................. ................                                          .       

 

          Może i zależy mi na ciągu dalszym, ale tak na pewno nie wiem, tak nigdy niczego do końca nie wiedziałam. Ostatnio widziałam ją z jakimś chłopakiem, na szczęście (?) byli daleko. Nie zauważyła mnie (szczęście). Jakoś tak mi teraz głupio; och, trochę tylko. Ale bez przesady, bo wpadnę znowu w jakieś „stany” i trzeba będzie włóczyć się od lekarza do lekarza – i żaden nic konkretnego nie powie, nie mówiąc, że uleczy. Że chciałby. Że czasem boli mnie głowa, normalne. Że sny mam koszmarne, trudno mi późną nocą zgasnąć samej, że budzę się znienacka z gardłem związanym gołębim strachem, i że już przed świtem oczy szeroko otwarte, oczy które niczego nie widzą, przyzwyczaiłam się. Że właśnie nad ranem ulatują myśli i cichuteńko w poduchy szlocham, moje biedne, MOJE BIEDNE, zaciśnięte serce. Że śniadanie zbyt ciężkie, więc nie jem; z obiadu nici bo kiedy; a kolacji może troszkę, ale po co to wszystko?, tak naprawdę. Że z domu nie wychodzę, chociaż koleżanki dzwonią, mama każe na siłę; silna ta moja mama. (Ciekawe, czy jestem podobna do ojca?) Że wciąż zmęczona i targana; że nie wiadomo z jakiego piekła ból w motylich piersiach moich, perłowych mych; że nie wykarmię żadnego dziecka, że nie, że nigdy, NIE, że ze słów moich nie-słowa, z myśli chaos, ze mnie bezludne obrazy, martwa natura, wiecznie żywa (!) RANA, że W DŁONI UWIĄZANA W SUPEŁEK ŁZA, ŻE NIC DO ROZWIĄZANIA, NIC DO STRACENIA, ŻE WSZYSTKO W SWYM KOŃCU DO ZAPOMNIENIA,          ciiiiiiiiii....... ...

 

          Godzina szósta rano; i już trzecia biegunka. Chwila odpoczynku i dalej szybko jak szybowiec albo odrzutowy samolocik skok na muszlę; MUSZĘ, wybacz, bo muszę. Wiesz dobrze. Z tym problemem nie zwyciężysz, fali nie opieraj się, bluzgaj: kurwa mać!, przecież wczoraj nic nie jadłam, i mała przedwczoraj też nic nie jadła, popatrz w lustro dziecko, BOŻE! JAK JA WYGLĄDAM!?, chrust, patyczek, kłos, skąd tyle gówna we mnie!?, skąd to wszystko się bierze!?, przecież widzisz mnie, boże nieboże, matko najjaśniejsza, która tu na ziemi wydeptałaś drogi, którymi nie poszłam, mamo, bałam się, JA OKROPNIE SIĘ BAŁAM, za tobą nie śmiałam, nie mogłam ci dorównać, głupia, nie śmiałam się, gdy wymawiano imię twe, bezbarwna kupa mnie z mnie, matko, łasko, mnie nie z ciebie, to bagno jest moje, usmarowana, pamiętasz, jak byłam umorusana z deszczu i śniegu i dużo tego błota było, a ty mnie biłaś, bo ojca nie było, bo odszedł przeze mnie, mamusiu, wybacz, jaśnie moja pani, ach, jak to już mniej boli, nie wycieka ze mnie nic, czyszczę się, oby koniec, dzięki mamo, to pewnie przez twoje modlitwy, twój anielski wzgląd na mnie, dzięki, i wybacz, że nie lubiłam z chłopcami, wybacz mi to, proszę ja ciebie.

 

          Już. Nikogo wokoło. Jaka cisza. Spokój. Okna szczelnie zamknięte. Drzwi na trzy zamki. We mnie pokój. Proszę tylko ciebie o jedno..                 odejdź...                            ....

 

          „Bo wszystko jest w swoim końcu do zapomnienia: paczka cukru, kartka z zakupami, jazda rowerem, tabliczka mnożenia, pierwsze ukrywane całusy, data urodzin, wszystkie miejsca powrotu, mama, imię, czyje imię?, JA, ja??       ciiiiiiiiiii”...(    niech   w         innej                treści               zazna               spokoju,            boże??     ).........                        ...                                            .                  . 

 

Komentarze (1)

  • Juz w pierwszych akapitach przerost ozdobnej formy nad tym, co zapewne jest treścią. Nie wiem. Taki tekst to czytelnicze cierpienie, a nie przyjemność.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się